Oto ja - Zbigniew Strucki. Jestem w trakcie mozolnego zdobywania wykształcenia historycznego na Uniwersytecie Warszawskim. Posiadam uprawnienia warszawskiego przewodnika turystycznego oraz pilota wycieczek. Zapraszam do korzystania z moich usług, jak do tej pory ocenianych bardzo wysoko.

Jestem także członkiem PTTK (Studenckiego Koła Przewodników Turystycznych przy Oddziale Międzyuczelnianym PTTK w Warszawie). Poniżej znajdziesz odnośniki do stron Towarzystwa i naszego koła, a tam informacje o imprezach i spotkaniach.

 

Wolne chwile staram się spędzać na krótszych lub dłuższych spacerach i wycieczkach. O nich jest ten blog. Obecnie nazwałbym go uśpionym - brak mi niestety czasu na pisanie, choć z prawdziwą przyjemnością wrócę jeszcze do tej pracy. Zapraszam do zostawienia komentarza lub wysłania listu:

zbigniew.strucki@gmail.com

Wszystkie zdjęcia i teksty zamieszczone na stronie są chronione prawami autorskimi. Przed ich wykorzystaniem proszę o kontakt.

Odwiedźcie także inne polskie blogi bliskowschodnie!

Blog > Komentarze do wpisu

O godzinę od Bejrutu - cz. 1

Izraelskie wybrzeże kończy się z obu stron mocnymi akcentami. Na południu, kilka kilometrów za Aszkelonem zaczyna się Strefa Gazy, a ostatnie nadmorskie miejscowości co jakiś czas rozbrzmiewają hukiem eksplozji spadających rakiet. Na północy, sto osiemdziesiąt kilometrów dalej, granica przebiega przez białe klify Rosz HaNikra.



Już zbliżając się tam można wyczuć, że coś się zmienia. Droga, dotychczas wielopasmowa, zwęża się; znikają drogowskazy wskazujące odległość do kolejnych, wcześniej licznych miejscowości. Widoczne z Hajfy wzniesienia leżą tuż przed nami; za nimi jest już Liban.



Rosz HaNikra to jedna z większych atrakcji izraelskiego wybrzeża. Zbudowany z miękkich skał kredowych wał wzgórz został tu podcięty przez morskie fale, tworząc błyszczące w słoneczny dzień z odległości wielu kilometrów białe klify. Tym, co stanowi o sławie miejsca, i co nadało mu nazwę, są wymyte przez wodę groty - po hebrajsku nikrot.



Jednocześnie jest Rosz HaNikra miejscem ciekawym przez swoje położenie. Stwierdzenie, że jest w pobliżu granicy byłoby co najmniej niepoważne. Granica przez klify przebiega, dosłownie. Z dolnego tarasu wyraźnie widać linę z bojami, która rozciągnięta od szczytu półwyspu wyznacza linię graniczną na wodzie. Zamykająca dostępny dla cywilów obszar brama znajduje się w porywach kilka kroków od wyjścia z prowadzącej na dół kolejki linowej; przez płot widać następny, obwieszony drutem kolczastym, za nim żołnierzy. Są jednak w innych mundurach, niż obserwujący nas czasami z wieżyczki Izraelczyk.



To żołnierze sił ONZ. UNIFIL, czyli Tymczasowe Siły Narodów Zjednoczonych w Libanie stacjonują w południowej części tego kraju od 1978 roku. Ich dowódcą jest obecnie Hiszpan, gen. Alberto Asarta; w latach 1995-97 wojskami ONZ w rejonie dowodził Polak, gen. Stanisław Woźniak, pozostający od 2006 roku w stanie spoczynku. W tej chwili nie ma już tam polskich sił; do chwili wycofania w 2009 roku, spełniając postawione przez ONZ zadania zginęło siedmiu naszych rodaków. Obecnie Błękitne Berety strzegą wyznaczonej jedenaście lat temu Zielonej Linii. Ani formalnej granicy, ani pokoju Izrael i Liban nie mają.



Już z parkingu rozciąga się wspaniały widok. Jest on niejako odbiciem panoramy, którą podziwiać można ze szczytu Karmelu w Hajfie. Tak jak stamtąd przy dobrej widoczności widać białe klify, tak stąd widać nieodległą Akkę. Niestety, tym razem widoczność nie była dobra - przy każdej jednak wrażenie robi wspaniały, głęboki błękit wody. Choć nie tak imponujące jak przy samych klifach, skalne formy, z rozległymi wyrzeźbionymi przez cierpliwą wodę platformami, opadającymi nagle w głębię ciągną się jeszcze wiele kilometrów.



Obok siebie współistnieją dwa tak różne światy. Z jednej strony zobaczyć można zanurzonych po kolana wędkarzy, udowadniających, że we wschodnim Morzu Śródziemnym są ryby, z drugiej, niedaleko brzegu na falach kołysze się okręt izraelskiej floty. Nie pozwala on zapomnieć, że granica z Libanem do spokojnych nie należy. Ostatnia - druga wojna libańska - miała miejsce zaledwie pięć lat temu. Choć więc napis na ścianie budynku wskazuje, że do Paryża Wschodu - Bejrutu - jest tu niewiele ponad sto kilometrów, wybrać się tam na kolację nie można, i jeszcze długo nie będzie to możliwe.



Ale zwierzęta nie zwracają na te typowo ludzkie rozgrywki uwagi. Na skałach, oprócz ptaków, żyją znane mi dobrze z Karmelu góralki, na plażach pojawiają się żółwie morskie. Wszyscy wierzą, że kiedyś pojawią się tu ponownie mniszki śródziemnomorskie, krytycznie zagrożone foki, których całą populację szacuje się na pięćset sztuk. Nie są to marzenia niczym niepoparte; w zeszłym roku jedna foka była koło Rosz HaNikra widziana.



W wolny dzień przyjeżdża tu bardzo dużo ludzi; może nieco rzadziej docierają tu objazdowe wycieczki, zainteresowane przede wszystkim miejscami świętymi. Wielu jest samych Izraelczyków, którzy z kolei do takich miejsc jak Nazaret praktycznie nie zaglądają. Jak w całym Izraelu, można tu napotkać cały przekrój narodu, włącznie z ultraortodoksami, którzy w końcu też lubią czasem pozwiedzać.



Na dół, do grot zjeżdża się kolejką linową. Jest to jedna z trzech tego typu konstrukcji w Izraelu: pozostałe znajdują się w Masadzie nad Morzem Martwym i w Hajfie - pomiędzy klasztorem Stella Maris a Bat Galim. Podobno ta w Rosz HaNikra biegnie najstromiej na świecie; czy tak rzeczywiście jest, nie wiem, faktem jest, że mały wagonik opada w dół błyskawicznie. O tym, co widać już z jego okien, a czego przedsmak otrzymują Czytelnicy na ostatnim zdjęciu - następnym razem.

Do zobaczenia!




piątek, 20 maja 2011, zstrucki

Polecane wpisy

Komentarze
2011/05/21 14:34:59
To ja czekam cierpliwie!
-
2011/05/21 20:54:10
Widoki niesamowite już teraz! Nie zmienia to jednak faktu, że cała przestrzeń wydaje się szalenie toporna, zarówno wagoniki, jak i tablice. Czy to kwestia mojego przyzwyczajenia do europejskiej homogenizacji, czy rzeczywiście jest to wszystko bardziej ubogie (i nie myślę w tym momencie nawet o finansach, tylko o estetyce)?
-
zstrucki
2011/05/24 21:01:51
Rzeczywiście, nie jest to wszystko tak nowoczesne jak w izraelskich parkach narodowych, na przykład film wyświetlany jest w warunkach dość prowizorycznych. Ale nastrój miejsca jest bardzo przyjemny, w sam raz, by nie przyćmić natury i atmosfery pogranicza.